Projektuję interfejsy i design systemy dla e-commerce i prowadzę je do wdrożenia, nie do prezentacji. Trzy lata praktyki: od DTP i identyfikacji wizualnej, po UI w Figmie i strony stawiane w Framerze. AI mam wpięte w proces produkcyjny: skraca research, warianty i copy. Decyzje projektowe zostają moje. Absolwent PJATK, pracuję dla retailu i e-commerce.
Synaptyx
Marka i strona produktowa · Praca dyplomowa PJATK, 2026
Problem. Startupy sprzętowe mają ten sam paradoks: potrzebują dopracowanej komunikacji wizualnej zanim produkt
w ogóle istnieje. Nie ma czego fotografować, a bez zdjęć nie ma marki, strony ani reklamy. Synaptyx był moim poligonem do sprawdzenia, czy da się ten paradoks obejść.
Zakres. Identyfikacja wizualna, nazewnictwo i linia produktowa: gogle Aro S5 plus akcesoria BrainStation, SynapPod
i Kinetic Gloves. System typograficzny: Lexend Zetta w display, Inter w treści, Michroma w znaku. Strona w Figmie desktop i mobile, z komponentami menu, interakcjami scrollowania i przejściami na Smart Animate plus osobne widoki ścieżki zakupowej. Wdrożenie przeniesione do Framera.
Rola AI. Cała warstwa fotograficzna i filmowa: ujęcia produktowe, render przekroju konstrukcji, materiał wideo, kreacje reklamowe i zdjęcia edytorialne. Pisałem i iterowałem prompty tak, jak pisze się brief dla fotografa: kierunek światła, obiektyw, kadr, materiał, temperatura barwowa. Odrzuconych ujęć było wielokrotnie więcej niż użytych.
Rola człowieka. AI nie podjęło ani jednej decyzji projektowej. Ode mnie: pozycjonowanie marki, konstrukcja produktu
i jego logika, czerwień jako kolor wiodący, siatka, typografia, hierarchia, ścieżka zakupowa, selekcja i retusz ujęć oraz decyzja, co wyleciało. Prompt był narzędziem, nie autorem.
Efekt. Kompletna marka produktowa dostarczona przez jedną osobę, w zakresie, który klasycznie wymaga zespołu. Projekt stanowi praktyczną część dyplomu na PJATK; częścią teoretyczną była praca o wpływie sztucznej inteligencji
na branżę kreatywną w odniesieniu do rewolucji fotograficznej XIX wieku. Synaptyx jest jej dowodem roboczym.
Years of Experience

Cat Dealers
Strona hodowli · Projekt koncepcyjny, 2025
Strona dla hodowli kotów brytyjskich. Zakup kota rodowodowego to decyzja droga
i emocjonalna, więc cały projekt podporządkowałem budowaniu zaufania: karty kociąt
z rodowodem i statusem dostępności, poprzednie mioty, FAQ. Desktop i mobile,
z motywem ręcznego obrysu jako znakiem rozpoznawczym marki.
Problem. Hodowcy sprzedają przez Facebooka i ogłoszenia, więc dostają dziesiątki tych samych wiadomości: czy jest wolne, ile kosztuje, czy z rodowodem, czy socjalizowane. Kupujący z drugiej strony nie ma jak zweryfikować hodowli i podejmuje decyzję na kilka tysięcy złotych na podstawie kilku zdjęć w komentarzach. Obie strony tracą czas, a transakcja opiera się na zaufaniu, którego nic nie podpiera.
Decyzje projektowe. Strukturę oparłem na tym, co realnie blokuje zakup. Każde kocię dostało własną kartę z rodowodem, datą urodzenia, rodzicami i statusem dostępności, więc pytanie "czy jeszcze jest" znika. Sekcja poprzednich miotów działa jak historia hodowli i dowód ciągłości. FAQ przejmuje pytania o socjalizację, warunki i odbiór. Wszystko zaprojektowane mobile-first, bo kocięta przegląda się na telefonie, wieczorem, w łóżku.
Warstwa wizualna. Granat jako baza, żeby zdjęcia kotów niosły cały kolor. Ręczny obrys w czerwieni i błękicie wokół sylwetek jako motyw przewodni: ten sam gest, którym zakreśla się ulubieńca w katalogu. Ciężka, pochylona typografia display kontruje miękkość tematu i nie pozwala stronie zsunąć się w słodycz, w którą wpada większość stron o zwierzętach.
Efekt. Strona, która odpowiada na pytania zamiast je generować, i marka rozpoznawalna po jednym elemencie graficznym zamiast po logotypie.
Identyfikacja
i materiały produktowe
Marka kosmetyków opartych na naturalnych składnikach. Zamiast szałwiowej zieleni i miękkiego grotesku, którymi posługuje się cała kategoria, oparłem identyfikację na XIX-wiecznej tablicy botanicznej.
Jeden szkielet kompozycji obsługuje dowolną liczbę składników wymienia się tylko rysunek.






















